[Widget_Twitter id=”1″]

Dziś będzie troszkę krytyki. W związku z coraz to częstszym zjawiskiem, które mnie już nawet bulwersuje.
Otóż, przychodzą dzieci i rodzice po lektury do biblioteki publicznej. Oczywiście pewną ilość ich mamy. Nie są to jednak dziesiątki lub setki i zwyczajnie zawsze dla kogoś ich zabraknie. Przychodzą, bo mówią, że w szkolnych bibliotekach albo nie ma lektury w ogóle, albo już. I gdy u nas też jej zabraknie wówczas sypią się jedynki w dzienniku.
Pytam: Dlaczego wszystkim klasom na raz jest zadawana ta sama lektura, skoro szkoły mają braki w księgozbiorze? Dlaczego takich braków nie uzupełniają?
Takie sytuacje są w wielu bibliotekach i tych dużych i tych małych.
Proszę nie spodziewajmy się, że nagle biblioteki publiczne wyręczą biblioteki szkolne i zakupią po 500 – 1000 sztuk jednej lektury.



